Kolarski tor wyścigowy w Pruszkowie

Rowerowy tor wyścigowy Pruszków

Rowerowy tor wyścigowy Pruszków

 

Jakoś tak bez powodu w tym tygodniu uświadomiłem sobie, że kilka kilometrów od domu i kilkadziesiąt metrów od basenu na którym często bywam znajduje się unikalny w Polsce a nawet Europie obiekt do uprawiania sportów rowerowych 🙂 Po krótkim rekonesansie na stronie welodromu: http://www.bgzarena.com/ okazało się, że można pojeździć codziennie oprócz piątku. 90 min wraz z wypożyczeniem roweru kosztuje 40 zł. Sporo, ale w sumie to nie codzienna rozrywka i raz na tydzień mogę sobie pozwolić na taką przyjemność. Nie zarezerwowałem sobie wcześniej roweru i formalnie nie było już wolnego sprzętu, jednak udało się coś dla mnie załatwić i mogłem pośmigać na torze. Bez problemu można było zamontować moje pedały SPD żebym nie musiał przekręcać bloków i po krótkiej regulacji sprzęt był gotowy do jazdy. Szokiem była waga roweru- był lekki jak piórko 🙂

To był mój pierwszy raz na torze, rowerze wyścigowym i ostrym kole. Na szczęście Jerzy Brodawka- właściciel Ostre Koło- firmy wypożyczającej rowery i udostępniającej czas na torze, gładko wprowadził mnie w obowiązujące zwyczaje i dobre praktyki.

Na początku musiałem oswoić się z nowym sprzętem i dziwnością jazdy na ostrym kole. W sumie nie było to trudne, jednak kilka razy zapomniałem, że muszę cały czas kręcić korbami i „zaciąłem” się na torze. To trochę tak jak pierwsze jazdy z pedałami SPD- kilka razy zapomina się, że jest się wpiętym i zalicza glebę, bo zapomni się wypiąć. Na szczęście tym razem nie skończyło się to kontaktem z drewnianą podłogą toru tylko krótkotrwałą utratą płynności jazdy. Poza tym śmigało się świetnie. Na początku spokojny rozjazd do momentu aż organizm był gotowy do przyjęcia większego wysiłku, a później nieznana przeze mnie szybkość w normalnym przejeździe. Niestety nie wiem ile jechałem, ponieważ błędnie skonfigurowałem sobie licznik, ale wiatr był tak silny, że pomimo okularów leciały mi łzy z oczu. Co ciekawe wyraźnie widać, że na takim rowerze pracują trochę inne grupy mięśniowe, ponieważ czułem braki siły w rękach i okolicach karku co normalnie mi się nie zdarza.

Bardzo dziwnie jeździło się na dużym skosie toru- to ponad 40 stopni nachylenia. Na początku wydawało mi się, że zaraz rower się zsunie, ale przy dużej prędkości i ciągłej pracy pedałami ładnie trzymał się na zakrętach. Potrzebowałem trochę czasu żeby pozbyć się tej nieufności i poczuć się pewnie.

Muszę powiedzieć, że spodobał mi się ten eksperyment- od dziś będę starał się w każdą niedzielę jeździć na torze. Uświadomiłem sobie, że muszę myśleć też o innych rodzajach jazdy które pozwolą mi lepiej poznać rowery. Nie mówię tu tylko o jeździe na innych typach rowerów, ale przede wszystkim chodzi mi o spróbowanie różnych „smaków” rowerowych, np: jazda na pumptrucku, czasówki czy enduro. Warto próbować nowych rzeczy- życie z nimi smakuje lepiej 🙂

Bookmark the permalink.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *